różne muu-opowieści
niedziela, 01 lipca 2012
Dziś zajrzałam do wpisów sprzed czterech lat. Akurat trwało Euro, a ja byłam chyba najbardziej nieszczęśliwą osobą na świecie. Ta lektura to dowód, że życie pisze scenariusze, których nie potrafimy przewidzieć. Coś, co wydaje się końcem, jest zaledwie początkiem. Gdy cztery lata temu oglądałam mecze, w najśmielszych snach nie przypuszczałam, że w 2012 będę robić to w ramach swojej pracy. Nie wiedziałam, że będę znała wszystkie aspekty organizacji turnieju, od liczby miejsc brutto i netto na stadionach w Doniecku i Charkowie po statystyki 31 meczów Włochy - Niemcy.
To były niezwykłe cztery lata. W tym czasie stałam się inną osobą. I chyba nie przesadzę, jeśli napiszę, że spełniło się parę moich najskrytszych marzeń. Zdarzyło się też parę rzeczy, o które nigdy bym siebie nie podejrzewała :) np. nurkowanie na rafie koralowej w Egipcie, praca na planie filmowym, współpraca z ludźmi, których podziwiam za wiedzę i fachowość. A przede wszystkim - na swojej drodze spotkałam kogoś, kto wierzy we mnie bezgranicznie i wspiera tak, że nic nie wydaje mi się niemożliwe. Zrozumiałam, że miłość polega na tym, żeby być dla siebie najlepszymi przyjaciółmi i nie podcinać sobie nawzajem skrzydeł.
To ostatni wpis na tym blogu. Kiedyś na pewno wrócę do pisania, ale będzie to nowe miejsce i nowa nazwa. Dziękuję Wam za słowa wsparcia i wszystkie cudowne chwile, które przeżyłam dzięki poznanym tu ludziom. Do przeczytania :)

Wasza
(już nie) Mała-Muu
20:32, mala-muu
Link Komentarze (1) »
niedziela, 01 stycznia 2012
Wszystkie cudownego w 2012 roku! Niech będzie szczęśliwy i dobry, pełen miłości i wspaniałych wydarzeń :)

2011 był naprawdę fajnym rokiem, będę go wspominać jako jeden z najlepszych w życiu. Były sukcesy w pracy, ważne życiowe decyzje i wydarzenia, cudowne chwile z K. (a w zasadzie jedna - całoroczna :), podróże i odkrycia. Podsumowując:

Sukces roku: było ich kilka :)
Na początek: zanurzenie głowy i zejście pod wodę w piance do nurkowania, pierwszy wdech i godzina pod wodą :) Z różnych powodów kurs i wyjazd na nurkowanie trzeba było odłożyć, ale 2012 będzie na pewno rokiem podwodnych odkryć :)
Wyszukanie w Wikileaksach depeszy o Gowinie. Wśród wszystkich innych depesz ta była jedyną, do której premier odniósł się osobiście i bez pytania.
Kilka razy podrzucone przeze mnie tematy znalazły się w Faktach:)

Ważne wydarzenie: Wyjazd do Smoleńska. Taki mój mały osobisty cel - bardzo chciałam być tam w rocznicę, chciałam na własne oczy zobaczyć miejsce tragedii, porozmawiać z ludźmi, którzy byli świadkami katastrofy.
Dokończenie pewnej ciągnącej się od lat sprawy.
I rozpoczęcie nowego etapu w życiu :))))

Film: "O północy w Paryżu" Woody Allena - nie jest to jego najlepszy film, ale wprowadził mnie w cudowny nastrój i zawsze się uśmiecham na jego wspomnienie:)

Serial: "True Blood" - ten serial powalił mnie na kolana. Temat wampirów zawsze był obojętny, a zachwyty wokół jakiejś Sookie nie przekonywały, by obejrzeć chociażby pierwszy odcinek. Aż tu nagle pewnego dnia, kiedy zachorowałam i nie miałam siły na czytanie, a nie było co oglądać, K. zaproponował, żebym, obejrzała pierwszy odcinek TB. Nie będę się rozpisywać, powiem tylko, że w życiu jeszcze nie obejrzałam 4 sezonów 12-odcinkowego serialu w tydzień. To było, jakbym opiła się V (oglądający TB wiedzą, o co cho ;) i potrzebowała kolejnej dawki. Teraz rozkminiam, jaki sposób na kolejny sezon obrać - czy oglądać co tydzień po jednym odcinku i nerwowo obgryzać pazury głowiąc się, co będzie dalej, czy też zaczekać na zakończenie sezonu i obejrzeć wszystko hurtem? Co radzicie?

Piosenka: Wszystko, co zaśpiewała Adele. W chwili, w której usłyszałam jadąc do pracy "Set fire to the rain" wiedziałam, że jak dorwę jej płytę, nie przestanę słuchać przez miesiąc. I tak było :)

Koncert: Bryan Adams, na którego K. zabrał mnie do Rybnika :) w ramach prezentu urodzinowego. Cudowne przeżycie, cudowne wspomnienia. Nie ma większej radochy niż darcie mordy na koncercie faceta, którego słuchało się na dyskach w podstawówce :)

Książka: Millenium Stiega Larssona. Wiem, wiem, jestem opóźniona o ładne kilka lat, ale kiedy po raz pierwszy sięgnęłam po opowieść o pannie Salander, zupełnie mi nie podpasowała. Trzy tomy przeleżały na półce kilka lat, aż do dnia, w którym pierwszy z nich trafił do walizki jako letnie czytadło leżaczkowe. Zaczęłam czytać i wpadłam jak śliwka do śliwowicy - przeczytałam ponad 800 stron w 3 dni, z małą przerwą na kąpiel w Morzu Egejskim. Potem z obłędem w oczach bezowocnie szukałam dwóch kolejnych tomów po antykwariatach i księgarniach Marmaris. Dwa kolejne tomy połknęłam natychmiast po powrocie. Skutkiem ubocznym była niewyobrażalna wściekłość na Stiega Larssona. Jak on mógł umrzeć?! Gdybym go spotkała, zdecydowanie skopałabym mu 4 litery.
Poza tym Dina Rubina i jej opowiadania - niezwykle plastyczne, wywołujące zadumę i tęsknotę za czymś ulotnym i nie nazwanym... Polecam :)

Zaskoczenie: Palikot :) Pod każdym względem.
I to, że po trzęsieniu ziemi i tsunami w Japonii szukaliśmy się na F i NK ze znajomymi ze studiów, żeby przekonać się, że wszystko w porządku. Chociaż minęło 15 lat od czasu, jak wspólnie zaczynaliśmy japonistykę :)

Tekst: raczej słowo. Pietruszka. Jedno małe słowo, a wywołało takie poruszenie :)

Odkrycie: torebki formy Mulberry. Nigdy nie byłam fanką mody, nie śledziłam najnowszych trendów, a to, co założę na siebie interesowało mnie mniej niż zeszłoroczny śnieg - byle było wygodnie. Ale od czasu, kiedy zobaczyłam te torebki, zaczęłam rozumieć, dlaczego niektóre kobiety tracą dla nich głowę :) Na razie żadnej nie mam, ale... To już plany na 2012 rok :)

Do siego 2012!

22:05, mala-muu
Link Komentarze (1) »
czwartek, 08 września 2011

Jak zawsze u mnie dużo się dzieje, ale na razie nie mam czasu na pisanie. Wrzucam zatem stęsknionym fanom Tofulca foty jamnika: seria "Jamnik w pościeli". Wiem, wiem, to niehigieniczne tak spać z jamnikiem... Ale mam to w nosie :)

I jeszcze seria z cyklu "Cyganka prawdę ci powie..."

Do napisania! :)

23:40, mala-muu
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 kwietnia 2011
O godzinie 8:41 na miejscu, w którym wydarzyła się katastrofa prezydenckiego samolotu, było wietrznie. Akurat gubernator obwodu Smoleńskiego złożył kwiaty pod sporną tablicą i odpowiadał na pytania dziennikarzy. A ja podeszłam do brzozy, w której utkwił fragment samolotu i położyłam znicz. I pomyślałam sobie, że rok temu, już po uderzeniu samolotu o ziemię, przez chwilę panowała tam taka niezwykła cisza. Prawdziwa cisza przed burzą.

Nie chcę roztrząsać o polityce. To nie moja sprawa. Wiem tylko, że wokół miejsca katastrofy znowu wyrośnie trawa. Zazielenią się liście, a na ściętych przez samolot brzozach wyrosną nowe pędy. A latem przyjedzie tu ze swoim synkiem Tolikiem uśmiechnięta Sima, która opowie mu, że w tym miejscu wydarzyła się bardzo smutna rzecz. A w przejętym chłopcu ta historia zostawi swój ślad. I będą  pamiętać. Tak jak my.

18:23, mala-muu
Link Dodaj komentarz »
sobota, 01 stycznia 2011
Wszystkiego najlepszego w 2011! Życzę wam miłych niespodzianek od losu i radości z bycia sobą :)

Czas na podsumowanie poprzedniego roku.

Sukces roku: przez cały rok ani razu nie zachorowałam. Zdarzyło mi się jednodniowe przeziębienie, ale ogólnie byłam zdrowa jak koń :)

Film roku: Ze względów osobistych - "Handlarz cudów". A po nim: "Czarny łabędź" Aronofskiego, który obejrzałam na Camerimage, "127 godzin" Danny'ego Boyla. W kategorii "najdziwniejszy seans" wygrywa "Ciacho", na które trafiłam przypadkiem i doskonale się bawiłam dzięki towarzystwu, w którym go oglądałam.

Książka roku: "Czarna lista" Aleksandry Marininy - nie ze względu na wartość artystyczną, ale z powodu ciągu zdarzeń, które doprowadziły do

Zaskoczenia roku: pracy w telewizji, do której zawsze chciałam trafić.

Hit roku: Beż żadnych wątpliwości "Waka waka" :) Zawsze poprawia mi humor i wywołuje uśmiech na twarzy :)

Tekst roku: "Ty nic nie rozumiesz!" Na szczęście tak się złożyło, że to akurat ja nic nie rozumiałam :)

2010 był dla mnie chyba jednym z najlepszych. Był kolorowy, pełen wyzwań i ciężkiej pracy, ale też radości, tańca i szczęścia.
Mimo zawirowań w polityce i 10 kwietnia będę go wspominać z uśmiechem. Oby kolejny był nie gorszy!


16:47, mala-muu
Link Komentarze (1) »
piątek, 24 grudnia 2010

Radości, miłości, spełnienia, wytchnienia, zadumy, refleksji i zadowolenia! Wesołych Świąt!

12:29, mala-muu
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 października 2010
Wokół mnie ostatnio same ciąże. Przy czym nie wiem, jak to się dzieje, ale moja osobista czasoprzestrzeń skurczyła się do tego stopnia, że dwa tygodnie temu ciąża dopiero się pojawiła, a dziś już dostaję smsa, że dumni rodzice informują o narodzinach trzykilowego Frania.
Dziś rozmawiałam z kuzynką. Kuzynka jest jak siostra. Termin porodu - styczeń.
- Jak się czujesz?
- Dobrze, tylko mam już dosyć biegania co 5 minut do kibelka. Jak tylko wracam do ciepłego łóżka, dziecko zaczyna drapać mnie w pęcherz i znowu muszę lecieć. I tak dziesięć razy w ciągu nocy! Normalnie położę sobie kocyk pod łazienką, żeby nie tracić czasu. Albo wstanie z łóżka, jak nie daj Boże położę się na plecy. Jak się porządnie nie rozbujam, to nie wstanę i muszę czekać, aż mnie facet łaskawie przerzuci na bok. A jak jeszcze zaczyna wystawiać kończyny i robić rozgrzewkę w brzuchu, to czuję się jak Ripley...
- A hemoroidy?
- Ooo, hemoroidy to nasi najwierniejsi przyjaciele! Jak już się pojawią, to nie dają o sobie zapomnieć.
- Rany, a ja miałam nadzieję, że tego można uniknąć...
- Co ty, nie ma szans na skrycie się przed hemoroidem!
- A jak się układa z facetem?
- Nieźle, w listopadzie się pobieramy i jedziemy na miesiąc miodowy do sanatorium dla kobiet w ciąży.
- ???????
- Ktoś musi mnie przewracać na bok, żebym nie spędziła całego pobytu w łóżku!
- A masz zachcianki?
- Nie, jedyną ekstrawagancją w moim wydaniu jest potrzeba zjadania słoiczka kawioru dziennie.
- ?????????????
- Co zrobić, dziecko chyba będzie marynarzem... Jedno ci powiem: dobrze, że faceci nie zachodzą w ciążę. Żaden facet by nie zniósł takiej jazdy emocjonalnej, którą funduje dziecko.
21:01, mala-muu
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 września 2010
Dziewczyny wywołały mnie do tablicy, więc... :) 
Co jest Twoim największym nałogiem,natręctwem,wadą?

1) W zasadzie jestem osobą beznałogową. Rzadko piję, raczej nie palę, kiedy widzę, że coś zaczyna mnie za bardzo wciągać, staram się to ograniczać. Kiedyś, w chwili słabości, uzależniłam się od "Przyjaciół" i serialu "CSI Las Vegas", ale to uzależnienie trwało tyle, ile zajmuje jednokrotne obejrzenie wszystkich sezonów. Po chwili namysłu stwierdzam jednak, że jestem uzależniona od literek. Muszę mieć pod ręką coś do czytania, inaczej czuję się nieswojo. Czytam jadąc pociągiem, lecąc samolotem,
przy jedzeniu, w łazience, czasem nawet podczas spaceru. Chyba największą tragedią dla mnie byłaby utrata wzroku.
2) Z nerwów skubię paznokcie. Tylko dwa razy w życiu udało mi się je zapuścić. Potrafię zniweczyć godziny pracy pani od manicure w trzy sekundy, niestraszne mi żel czy inne akryle. A że ostatnio nerwów w moim życiu nie brakuje, to resztki pazurów są w opłakanym stanie. Naprawdę nie wiem, co na to poradzić.
3) Mam sporo wad, ale główną jest brak wiary w siebie. Gdyby nie to, moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Do pewnych rzeczy idę okrężną drogą. No i prokrastynacja, która chyba też wiąże się z tą małą wiarą w siebie. Pewne decyzje należało podjąć dawno temu... Ale najważniejsze, że już zapadły :)
Nie wyznaczam kolejnych ogniw łańcuszka, ale jeśli ktoś z czytelników ma ochotę się włączyć w zabawę, zapraszam!


sobota, 31 lipca 2010

Czy ktoś może mi wytłumaczyć pewne zjawisko, które od zawsze pojawia się w moim życiu? Każdy mój sukces jest obarczony jakimś drobnym paskudztwem, które nie pozwala mi do końca cieszyć się z tego, co osiągnęłam.

W arcyzajebistym tekście jest malutki błąd, który niweczy całą zajebistość tegoż. News, który ma wstrząsnąć światem i nie tylko, trafia pod niewłaściwy adres tylko dlatego, że pomyliłam imiona. Właściwy odbiorca, rzecz jasna, się obraża i już ma gdzieś moje kolejne newsy. Jadę na super ważny wywiad, a w tym samym czasie mój żołądek postanawia urządzić strajk generalny, w związku z czym zamiast uważnie słuchać rozmówcy wsłuchuję się w aktywną działalność trzewi, obczajając jednocześnie najkrótszą drogę do WC. A jak się zrobię na bóstwo i idę sobie, taka śliczna i pewna siebie, to zawsze, ale to zawsze: coś musi mnie ochlapać, rozmazuje mi się tusz (o czym ja, wiadomo, nie mam pojęcia), odpada mi guzik, łamie obcas... Itd. itp.

Kurde kurde kurde. Ma ktoś jakąś rady, jak się z tym uporać? Bo czasem naprawdę czuję się jak nieszczęsny Adrian Mole...

14:39, mala-muu
Link Komentarze (1) »
środa, 28 lipca 2010

Siedzę w pracy. Wgryzam się w zawiłości sprawy Barbary Blidy. Przed chwilą byłam świadkiem akcji ratunkowej - panie sprzątaczki zatrzasnęły się w jednym z gabinetów i trzeba było rozmontować ściankę, żeby je wyciągnąć. Dzień jak codzień. I tylko się zastanawiam: jak ja dojadę do domu? Tak strasznie chce mi się spać, a samochód zaparkowałam tak daleko...  Za oknem mokro i paskudnie... Może tu zostanę. Pod biureczkiem. Przytulę się do różowej poduchy - pozostałość po kanapie, którą zlikwidował jakiś barbarzyńca - i zasnę. I tak zostało mi tylko 5 godzin do startu...

01:41, mala-muu
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 lipca 2010
Noszę soczewki. Zazwyczaj miesięczne. Dziś wyrzuciłam kolejną parę i tak sobie pomyślałam, że straszna to szkoda, że te soczewki nie są wyposażone w jakieś nagrywające ustrojstwo, żeby można było wrócić do najfajniejszych chwil, które się przeżyło w trakcie ich noszenia. Mogłabym przewinąć "taśmę" do tygodnia, w którym patrzyłam na cudowne greckie morze i słyszałam "Jestem, jestem". Może kiedyś znowu to przeżyję...
A co jeszcze widziałam w tym miesiącu? Jak się klika inkę drugą, żeby na ekranie pojawił się bim. Jak się przewija na nim treści. Jak wygląda zatłoczona zazwyczaj ulica o 4.30 rano. Newsa, którego odkryłam w nocy, na ekranie telewizora.
Przez ten miesiąc stałam się ekspertem od GMO, komisji hazardowej, sytuacji na polskich drogach i kleszczy z komarami.
Fajnie:)

*****

Wokół same rozmnożenia. Najważniejsza wiadomość ostatnich dni - moja kuzynka będzie mamą:) Rok temu ciężko zachorowała, podejrzewano stwardnienie rozsiane, nie mogła pracować. A teraz - jest w 3. miesiącu i jest niesamowicie szczęśliwa. I ja też. Pierwsze dziecko w rodzinie :) Niech będzie zdrowe. Trzymajcie kciuki!
04:16, mala-muu
Link Komentarze (4) »
niedziela, 11 lipca 2010
Powrót do rzeczywistości był hardkorowy. O 12 w nocy wyruszyliśmy na lotnisko, o 6.15 wylądowaliśmy w Warszawie, a już o 9.40 byłam w pracy. Od tego czasu ciągle pracuję i zaczynam zapominać, że w ogóle byłam na wakacjach.
Żeby nie zapomnieć, wrzucam parę fotek.
Deptak w uroczym, choć nudnym do bólu miasteczku Eretria, w którym mieszka kilka ślicznych Polek. Wszystkie wyszły za mąż za Greków i wiodą spokojne życie, z rozrzewnieniem wspominając Polskę. Jeśli tam kiedyś traficie, koniecznie musicie odwiedzić panią Małgosię ze sklepu Zorba, która jest najmilszą osobą pod słońcem i turystów z Polski traktuje w wyjątkowy sposób:)



A to pomarańcze. Tak sobie bezczelnie rosną w środku miasta.

*****
A teraz hotel, w którym mieszkaliśmy.
Nad tym basenem spędziłam parę pięknych dni.


Basen z widokiem na morze...


I morze z widokiem na góry



To były naprawdę cudowne wakacje. Mam nadzieje, że pierwsze z wielu kolejnych ;)

00:53, mala-muu
Link Komentarze (2) »
czwartek, 17 czerwca 2010
Jestem wlasnie na wakacjach zycia:)
Morze cudne, hotel cichutki, czysty i z pieknym widokiem, jesli chodzi o jedzenie: rewelka,  ogromny wybor potraw, wszystko swiezutkie i smaczne, a ze posilki sa 3 razy dziennie, zastanawiam sie, kiedy nadejdzie czas uboju turystow...
Opalamy sie, byczymy i nicnierobimy - i generalnie stwierdzam, ze jestem w tym profesjonalistka!
Nawet mi sie nie chce sprawdzac pogody w Warszawie.
Na razie nie mysle o powrocie. Jeszcze 3 dni laby!
21:49, mala-muu
Link Komentarze (2) »
niedziela, 13 czerwca 2010
Niespodziewanie lecę na wakacje. Do Grecji. Niedaleko Aten. Z dnia na dzień. Oferta znaleziona w piątek wieczorem, wylot dziś za dwie godziny. Podobno lepiej nie mówić innym uczestnikom wycieczki, ile ten last minute kosztuje, bo niektórzy, co rezerwowali wakacje w kwietniu czy wcześniej, mogą się ostro wkurzyć i zrobić kocówę. Więc buzia na kłódkę i ani słowa o tysiaku za tydzień leniuchowania! :)
A po powrocie - jeśli po drodze coś się nie wysypie - zaczynam pracę w nowym miejscu. Już się nie mogę doczekać!
Lecę się pakować i wakacjować. Trzymajcie kciuki!


17:22, mala-muu
Link Komentarze (3) »
sobota, 05 czerwca 2010
Zaczynam rozumieć pisarzy romantycznych. Byron, Mickiewicz, Puszkin. Czy gdyby byli szczęśliwi, napisaliby tyle pięknych wierszy, poematów, czy Konrad rozdzierałby szaty i spierał się z Bogiem, czy Świtezianka płakałaby rzewnymi łzami nad brzegiem jeziora?
Pewnie nie. Bo jak człowiek jest szczęśliwy, to tylko siedzi przed kompem z gópim uśmiechem na twarzy i to, co ma ochotę napisać, jest tak banalnie i kiczowato cukierkowo-radosne, że czytelnik utył by od samego pożerania literek wzrokiem.
Na szczęście nie jestem żadnym wieszczem, nie muszę cierpieć za miliony i mogę bezkarnie napisać  moje aktualne przemyślenia:
lalalallalalalalalallallalalala!
A co!
15:16, mala-muu
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 23
O autorze
na liczniku jest odwiedzin